Cześć jestem Gosia! Przeczytaj o mojej podróży do Nepalu, turbulencjach z nią związanych i ogromną radością z dotarcia na szczyt Mera Peak 6 476 m n.p.m. W tej części wpisu dowiesz się, co wspólnego z tą wyprawą miał mój kryzys na Kazbeku i jak wyglądał trekking do najwyżej położonej wioski w Nepalu - Khare na wys. 5045 m n.p.m.
Nepal. Kraj, który odkąd odkryłam jak bardzo kocham góry, był na pierwszym miejscu kierunków, które chce odwiedzić. Jak to w życiu bywa na spełnienie niektórych marzeń trzeba trochę zaczekać. Jednak uczucie spełnienia jest tego zdecydowanie warte.
O moim planie podróży wiedziało tylko kilka osób. A to wszystko dlatego, że tak bardzo o tym marzyłam, że nie do końca wierzyłam, że to się dzieje naprawdę. Bilet lotniczy do Kathmandu kupiłam już w sierpniu 2022 r a podróż odbyła się w kwietniu tego roku. Miałam, więc bardzo dużo czasu na przygotowanie się do tej wyprawy zarówno finansowo jak i fizycznie. Co nie zmienia faktu, że ten czas bardzo szybko zleciał... :)
Dopiero, gdy moja noga stanęła na lotnisku w Kathmandu poczułam, że moje największe marzenie właśnie się spełnia. Niesamowite uczucie warte każdego wysiłku i pieniędzy. To takie historie będziemy wspominać na starość, siedząc na tarasie z herbatą w ręku. Nie rzeczy materialne. Zdecydowanie warto do tego dążyć. A jak nie teraz.. to kiedy? :)
Rok wcześniej byłam na wyprawie na Kazbek w Gruzji (wysokość 5054 m n.p.m), która dla mnie zakończyła się niepowodzeniem. Zawróciłam na wysokości 4200 m n.p.m. Nie mogłam poradzić sobie z tym, że idąc wolnym tempem nie mam siły. Jakby mi ktoś wyjął wszystkie baterie i kazał iść dalej na oparach energii. Dla osoby, która dość szybko chodzi po Tatrach był to spory cios. Jednak góry wysokie rządzą się zupełnie innymi prawami. Dopiero teraz z perspektywy czasu widzę jak ta porażka była mi potrzebna. Dała mi ogromnego kopa do działania. Nie chciałam powtórki z rozrywki, gdzie tak szybko się poddałam pomimo tego, że mogłam iść dalej. Wtedy nałożyły się też problemy osobiste i nie miałam siły walczyć ze swoimi słabościami.
Teraz miałam czas na poukładanie wielu rzeczy w głowie oraz popracowanie nad formą. Czasem trzeba zrobić dwa kroki w tył, aby zrobić porządny rozbieg i zrobić kilka kroków w przód. Nie bójcie się porażek. Są potrzebne. To porażki nas rozwijają i sprawiają, że chcemy coś w swoim życiu zmienić. Gdy wszystko jest dobrze i idzie po naszej myśli nie widzimy takiej potrzeby. A sukces przyprawiony porażką sto razy lepiej smakuje! :) W momencie, gdy pokonujemy swoje słabości czujemy, że już nic nie stanie nam na przeszkodzie. Daje to ogromną siłę.
W Nepalu spędziłam łącznie 5 tygodni. Był to niesamowity czas! Pierwszy etap podróży to wyprawa na Mera Peak o wysokości 6412 m n.p.m. Moja pierwsza styczność z taką wysokością. Przez cały trekking do najwyżej położonej wioski na wysokość 5045 m n.p.m. czułam się na szczęście bardzo dobrze. Nie miałam problemów ze snem, wręcz zasypiałam jak dziecko i potrafiłam spać nawet 14 h. Nie miałam też problemów żołądkowych a u reszty osób z wyprawy bywało różnie. Na tych wysokościach trzeba bardzo uważać, żeby się nie przeziębić, bo już można się nie wyleczyć do końca wyprawy. Dlatego też branie pryszniców czy mycie włosów (szczególnie u kobiet z długimi włosami) jest ograniczane do totalnego minimum. W słoneczny dzień jest bardzo ciepło, ale za to w nocy temperatury w pokojach dochodziły do -3 stopni Celsjusza. Na takich wyprawach włączamy tryb „przetrwania” i takie rzeczy schodzą trochę na drugi plan :) Najważniejsze jest to żeby organizm miał jak najwięcej czasu na regenerację i aklimatyzację.
Pierwsze symptomy bycia na dużej wysokości zauważyłam w drodze do High Camp pod Mera Peakiem na wysokość 5800 m n.p.m. Pogoda była rewelacyjna. Całą drogę mieliśmy widok na ośmiotysięczniki. Z tej perspektywy było widać jakie są ogromne, niebezpieczne i piękne zarazem. Warun do wędrówki idealny, jednak organizm miał coraz mniej sił. Zaczęła się walka o oddech, coraz wolniejszy krok. Trwało to kilka godzin, a zdawało się, że trwa wieczność.
Góroholiczka, biegaczka i pasjonatka fotografii, która z miłości do gór przeniosła się z Gdańska na Podhale. Sukcesywnie do swojej kolekcji dokłada kolejne szczyty.
Rozgrzewka przed bieganiem na przełomie zimy i wiosny jest specyficzna. Organizm wolniej się rozgrzewa w związku z tym, należy uważniej podejść do rozgrzewki oraz do ćwiczeń rozciągających po treningu. Sprawdź jak dobrze przygotować się do treningu aby był efektywny i bezpieczny.
Jeśli trafiasz na ten tekst, to najprawdopodobniej pierwsze 5 km masz już za sobą – może z dumą złamane w 30 minut, a może po prostu przebiegnięte z pełnym zaangażowaniem. Teraz pora na kolejny krok: 10 km w godzinę. Brzmi ambitnie? Spokojnie. Oto plan, który krok po kroku wprowadza w nową biegową rzeczywistość – bez presji, z dystansem (dosłownie i w przenośni) oraz solidną dawką motywacji. 10 tygodni, klarowna rozpiska, szczypta humoru i mnóstwo satysfakcji. Czas ruszać dalej!
Sprawdź na co zwrócić uwagę biegając pod górę aby pokonywanie podbiegów stało się efektywniejsze i przyjemniejsze.
Dowiedz się, co piszczy w nowej kolekcji i nad czym aktualnie pracujemy! Bądź na bieżąco z promocjami i informacjami z wnętrza firmy. Obiecujemy tylko najbardziej kolorowe newsy :)
Progres W. Izbicki, N. Sztandera, Ż. Adamus Spółka Jawna
Jana III Sobieskiego 16, 32-650 Kęty
Copyright © Nessi. All rights reserved.